Jest już za późno, nie jest za późno.
Jest już za późno, nie jest za późno.
Nucę w myślach piosenkę Stachury. Siedzę przy stole z dwójką ludzi. Przyszli, bo poczuli, że są na rozdrożu. Nie wiedzą, jak ruszyć dalej, w którą stronę. Nie wiedzą, czy w ogóle są gotowi ruszyć z miejsca.

Nucę w myślach piosenkę Stachury. Siedzę przy stole z dwójką ludzi.
Przyszli, bo poczuli, że są na rozdrożu. Nie wiedzą, jak ruszyć dalej, w którą stronę.
Nie wiedzą, czy w ogóle są gotowi ruszyć z miejsca.
Czy to odosobniony przypadek? Nie.

Nie zawsze chodzi o rozwód. Często jest chęć pozostania w małżeństwie, ale nagromadziło się tak strasznie dużo rzeczy, które dzielą. Inne spojrzenie na wychowywanie dzieci, odmienne podejście do porządku w domu, różne pomysły na zarządzania finansami.
Jednocześnie uwikłanie w budowę domu, spłacanie kredytu (oby jednego).
Pełno warunków socjalno-finansowych utrudniających spakowanie walizki i wyniesienie się.
Miłość do dzieci i lęk przed zburzeniem ich dotychczasowego życia, istotnie nadwątlona więź ze współmałżonkiem, ale więź mająca swoją długą historię.
Istny węzeł gordyjski.
Czy można go przeciąć? Można. To oznacza rozwód.
A jeśli nie? Co zostaje?… Zostaje rozwiązywanie węzła.
Praca wymaga cierpliwości i wytrwałości. Jest możliwa.
Część tej pracy wykonujemy na mediacji. Decyzja należy do pary.

Komu się udało? Czy sukces jest możliwy?
Nie patrz na innych. Oni mają swoją historię, Ty masz swoją.
Zadaj sobie pytanie:
Czy chcę tkwić w błędnym kole? A jeśli na początek zmienię chociaż trochę?

Zanuć: …nie jest za późno.